CZERWIEC W GRUPIE „SOWY”

 

 

Ośrodki tematyczne:

1.Sport to zdrowie.7-11 oraz 14-16 VI.
Cel ogólny: rozwijanie sprawności fizycznej, kształtowanie odporności emocjonalnej w sytuacjach porażki lub zwycięstwa, wdrażanie do wypowiadania się na konkretny temat, wzbogacanie czynnego i biernego słownictwa o nazwy sportów letnich, tworzenie sytuacji edukacyjnych budujących wrażliwość dziecka w odniesieniu do środowiska przyrodniczego,
Cel wychowawczy: zgodne funkcjonowanie w zabawie i sytuacjach zadaniowych

 

2.Czym pachnie lato.17- 18, 21-25 VI.
Cel ogólne: zapoznanie ze zwierzętami i roślinami żyjącymi na łące, poznanie nazw kilku owoców, zachęcanie do zdrowego odżywiania się, do spożywania różnorodnych owoców, odkrywanie piękna i złożoności środowiska przyrodniczego.
Cel wychowawczy: wdrażanie do współpracy z rówieśnikami w osiąganiu wspólnego celu, wdrażanie do respektowania zasad współżycia w grupie, dostrzeganie piękna środowiska przyrodniczego

3.Planujemy podróże .28-30 VI oraz 1-2 VII
Cel ogólny: kształcenie umiejętności odróżniania i nazywania różnych środków lokomocji, wdrażanie do wypowiadania się na konkretny temat, bogacenie czynnego i biernego słownictwa dziecka.
Cel wychowawczy: uświadamianie zagrożeń, wynikających z nieprzestrzegania zasad bezpieczeństwa podczas wakacyjnych podróży, 

 

 

Teksty literackie

 

„Gol” Renata Piątkowska

Jak ja lubię grać w piłkę. Czasami ćwiczę sobie strzelanie goli w ogrodzie za domem i świetnie mi idzie. Dlatego bardzo się ucieszyłem, kiedy nasza pani zrobiła uroczystą minę i powiedziała: – Moi drodzy, w sobotę zagracie wielki mecz o puchar przedszkola. Nie mogłem się doczekać, kiedy wreszcie wybiegnę na boisko i pokażę, co potrafię. Ale najpierw pani podzieliła nas na dwie drużyny i wszyscy zawodnicy pomaszerowali do szatni. Tam założyliśmy podkolanówki, tenisówki i specjalne stroje, w których wyglądaliśmy jak prawdziwi piłkarze. Ja i moi koledzy dostaliśmy czerwone koszulki i zielone spodenki. Chłopcy z przeciwnej drużyny biegli w żółto-czarnych strojach. Gdy się tak tłoczyli na boisku, wyglądali jak rój wściekłych pszczół. Na trybunach siedzieli rodzice, którzy ciągle do nas machali, coś wołali albo bili brawo. Zanim zaczął się mecz, tata poklepał mnie po plecach i powiedział: – Tomek, pamiętaj, jak już dostaniesz piłkę, to nie daj jej sobie odebrać. Leć prosto na bramkę, dobrze się przyłóż i kopnij z całej siły. – Jasne! Złapię piłkę i nie oddam nikomu. A potem strzelę gola. Obiecuję! – zawołałem i przybiłem z tatą piątkę. – Tylko nie biegaj za szybko, żebyś się nie spocił – dodała zaniepokojona mama, ale ja już jej nie słuchałem, tylko gnałem na boisko, bo właśnie zaczynał się mecz. Na boisku były dwie bramki i jedna piłka w biało-czerwone cętki. Gdy tylko rozległ się gwizdek, podciągnąłem podkolanówki i ruszyłem przed siebie. Odpychałem na boki wszystkich, którzy biegli przede mną i starałem się zbliżyć do piłki. Kątem oka obserwowałem chłopaków z mojej drużyny. Dwóch zderzyło się ze sobą i teraz leżeli na trawie i strasznie się kłócili. Maciek siedział na środku boiska i próbował zawiązać sobie sznurowadła. Igor minął mnie i popędził w przeciwnym kierunku. Myślałem, że coś mu się pomyliło, ale dał mi na migi znać, że leci do ubikacji, bo chce mu się siku. Z trybun cały czas dobiegały jakieś okrzyki i oklaski. Wydawało mi się przez moment, że widzę, jak tata do mnie macha. I nagle zobaczyłem, że cętkowana piłka jest tuż-tuż. Filip, który miał ją przy nodze, stanął na chwilę, żeby się upewnić, czy mama na niego patrzy. Wtedy jednym zgrabnym kopnięciem odebrałem mu piłkę. Rozejrzałem się, do której bramki mam bliżej, i ruszyłem z kopyta. – Tomek! No coś ty! Tomek! – wrzeszczał Filip, który chyba zrozumiał, że to nie on, tylko ja zaraz strzelę gola. Teraz już nikt nie mógł mnie zatrzymać. Prowadziłem pewnie piłkę, a ona jak zaczarowana tańczyła wokół moich nóg. Zbliżałem się do bramki w zawrotnym tempie. Na bramce stał Kuba i wytrzeszczał na mnie oczy. – Co ty robisz?! – wrzasnął. – Strzelam gola! – ryknąłem i walnąłem taką petardę, że o mało nie przebiłem siatki na wylot. Kuba złapał się za głowę, a ja z rozpędu wbiegłem do bramki i odtańczyłem taniec radości. – Udało się!!! Jest bramka!!! Jeden zero!!! – cieszyłem się i zrobiłem fikołka ze szczęścia. Kilku moich kolegów stało z otwartymi ustami, a inni zamiast mi gratulować, pukali się znacząco w czoła. Za to zawodnicy w żółtych koszulkach i czarnych spodenkach śmiali się i poklepywali po plecach. – Zwariowałeś? – wyskoczył na mnie Kuba. – Do tamtej bramki miałeś lecieć z piłką! Ta jest nasza! Chwilę to trwało, zanim zrozumiałem, że strzeliłem gola swojej własnej drużynie. Myślałem, że tata też będzie na mnie zły. Ale po meczu tata uśmiechnął się i powiedział: – No i dotrzymałeś słowa. Strzeliłeś pięknego gola. – Ale… – próbowałem się jakoś wytłumaczyć. – Nie ma żadnego ale – przerwał mi tata – Gol to gol. Nie umawialiśmy się przecież, do której bramki masz wkopać piłkę. Prawda? – spytał i puścił do mnie oczko. Tata ma rację. Gol to gol – pomyślałem i pobiegłem do naszej pani dowiedzieć się, kto w końcu wygrał ten puchar.

Źródło: R. Piątkowska, „Gol”[w:] R. Piątkowska, „Opowiadania do chichotania”, Wydawnictwo BIS, Warszawa 2018, s. 74–78

 

„Wiercipiętek poznaje owady” Mateusz Galica

Pewnego ciepłego, słonecznego dnia, gdy białe chmury płynęły leniwie po niebie, zielone żaby ziewały w zaroślach, a ptaki drzemały na gniazdach, Wiercipiętek siedział na ławeczce przed domem i wygrzewał się na słońcu. Siedział i rozmyślał, jak to dobrze jest leniuchować podczas wakacji. Nagle coś ukuło go w nos. – Oj – jęknął Wiercipiętek, machając łapką, ale po chwili to coś ukuło go znowu, tylko że w ucho. – Pac – zamachnął się Wiercipiętek – mam cię! Ale komar zdążył już uciec i bzycząc fruwał nad trawą. – Poczekaj, ty wstrętny robaku! – rozzłościł się Wiercipiętek – zaraz cię złapię! – Tylko nie robaku – obraził się komar – proszę mnie nie przezywać, nie jestem robakiem, tylko owadem. Wiercipiętek przyjrzał się komarowi i prychnął: – Ph… robak czy owad, co to za różnica? – Właśnie że jest – bzyczał komar – owady to wielka rodzina, nie pozwolę się obrażać. – Jaka rodzina? – zdziwił się Wiercipiętek. – Chodź za mną – zawołał komar i zaprowadził. Wiercipiętka przed grządkę z kwiatami, na których siedziały kolorowe motyle: żółte, niebieskie, czerwone w brązowe łatki i białe w złote plamki. – Przecież to są motyle – zdziwił się Wiercipiętek. – Właśnie motyle to też owady, należą do mojej rodziny – bzykał komar z dumą. – Motyle? – nie mógł się nadziwić Wiercipiętek – Motyle i komary to rodzina? – Chodź dalej – pobzykiwał komar. – O, biedronka – ucieszył się Wiercipiętek – Biedroneczko, leć do nieba, przynieś mi kawałek chleba! – Biedronka jest moją kuzynką – wyjaśnił z dumą komar – ona też jest owadem. – Coś podobnego – mruczał Wiercipiętek, idąc lasem za komarem, aż doszli do wysokiej kępy trawy, z której dochodziło cykanie. – Kto to? – spytał Wiercipiętek. – Cii – zabzyczał komar – nie przeszkadzaj mu, to konik polny daje koncert, posłuchaj. – Co ma konik polny do komara? – zastanawiał się Wiercipiętek. – Jak to co? – bzyczał zadowolony komar. – Konik polny też jest owadem, tak jak i ja. – To aż tyle jest różnych owadów? – dziwił się Wiercipiętek. – Oczywiście – odpowiedział komar – Rozejrzyj się dookoła, patrz tam leci osa, dalej leśna mucha, a tu, pod nogami, maszeruje żuk – to wszystko są owady. Wiercipiętek rozglądał się zdziwiony i zobaczył, że komar usiadł na różowym kwiatku koniczyny i rozmawia z pszczołą: – Dzień dobry, kuzynko- przywitał się grzecznie – wytłumacz Wiercipiętkowi, że i ty jesteś owadem. – Też coś – zdenerwowała się pszczoła – oczywiście, że jestem owadem, a teraz zmykajcie, mam dużo pracy, muszę lecieć do ula. Wiercipiętek podniósł głowę i przyglądał się odlatującej pszczole. Pszczoła, biedronka, polny konik, motyle – mruczał do siebie, ale nie zdążył przypomnieć sobie wszystkich owadów, bo wstrętny komar ugryzł go prosto w nos.

Źródło: M. Galica, „Wiercipiętek poznaje owady” [w:] A. Ożyńska-Zborowska „Antologia literatury dla najmłodszych”, Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 2002, s. 209–210

 

 

„Jak wróbelek Elemelek w wielkim morzu brał kąpiele” Hanna Łochocka

[…] Elemelek stał z walizką, spoglądając na to wszystko. A ze bardzo był zdziwiony, więc rozstawił nóżki obie, kręcił łebkiem w różne strony i rozdziawiał krótki dziobek. Sam do siebie przy tym gadał: – Strasznie jest to morze duże! Deszcz tu wielki chyba padał ze trzy lata albo dłużej. Jak też ono szumi, śpiewa… Za tą plażą widzę drzewa, więc wynajmę pokój w listkach. Niech zostanie tam walizka, a ja zaraz włożę nowy zgrabny kostium kąpielowy. Smukłe mewy z piórkiem białym spadły z szumem jak latawce i na falach się huśtały jakby właśnie na huśtawce. Wróbel w modnym swym kostiumie pręży łapki tak jak umie, poprzez plażę mknie wytrwale i też skacze już na fale, aby ich spienione grzbiety pohuśtały go. Oj, rety! Jak tu mokro! Ile piany! Kto tak pryska? To bałwany! Bałwan duży z drugim, małym, Elemelka wnet porwały, zakręciły, zamoczyły. Taki prysznic nie jest miły dla małego wróbelaska. Więc zawołał: – Jeśli łaska, odsuń no się, mój bałwanie. Niech pan bałwan już przestanie i popłynie w inną stronę. Ach,ratunku, gwałtu! Tonę! Smukłe mewy z piórkiem białym usłyszały, podleciały i wróbelek rozkrzyczany wyłowiony został z piany. Na swych skrzydłach srebrnych, prostych śmigłe mewy go uniosły i złożyły w dołku z piasku, gdzie zaprzestał wreszcie wrzasków. – Panie wróblu, jak tak można? Trzeba z wolna i z ostrożna wchodzić w wodę, bo źle bywa, jeśli się nie umie pływać. Ucz się w płytkiej pływać wodzie; udzielamy lekcji co dzień.

Źródło: H. Łochocka, „Jak wróbelek Elemelek w wielkim morzu brał kąpiele”(fragment) [w:] „O wróbelku Elemelku”, Nasza Księgarnia, Warszawa 1997, s. 50–51

 

 

Wiersz „Na zdrowie” Barbara Lewandowska

Doktor Rybka niech nam powie, jak należy dbać o zdrowie! Kto chce prosty być jak trzcina, gimnastyką dzień zaczyna! Całe ciało myje co dzień pod prysznicem, w czystej wodzie! Wie, że zęby białe, czyste lubią szczotkę i dentystę! Pije mleko. Wie, że zdrowo chrupać marchew na surowo! Kiedy kicha, czysta chustka dobrze mu zasłoni usta! Chcesz, to zobacz na obrazku, jak jeść jabłka bez zarazków! Rób tak samo, bo chcesz chyba tak zdrowy być jak ryba! Źródło: B. Lewandowska, „Na zdrowie” [w:] A. Ożyńska-Zborowska „Antologia literatury dla najmłodszych”, Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 2002, s. 164

 

 

„Czereśnie i dzieci” Stefania Szuchowa

Różowe czereśnie pomiędzy listkami – do niskich gałęzi dosięgniemy sami. Przystawimy sobie drabinkę, stoliczek… Narwiemy czereśni pełniutki koszyczek! A wróble się śmieją z kłopotów dziecięcych, bo na czubie drzewa czereśni najwięcej. Takie są dojrzałe, że aż leci ślinka. Ćwir… ćwir… niepotrzebna wróbelkom drabinka. Zrobią dzieci kukłę, lecz nie dla zabawki, będzie straszyć wróble i odganiać kawki.

Źródło: S. Szuchowa, „Czereśnie i dzieci” [w:] S. Szuchowa H. Zdzitowiecka, „Od wiosny do wiosny”, Nasza Księgarnia, Warszawa 1986, s. 59

 

 

„Samoloty” Zbigniew Przyrowski

Srebrny olbrzym stoi gotów na lotnisku do odlotu. Wiem ktoś biegnie. – Czy ja jeszcze w samolocie tym się zmieszczę? – W PASAŻERSKIM SAMOLOCIE sto miejsc! – Świetnie! Po kłopocie! Tu Lotnicze Pogotowie! Tak, tak, słucham… chory człowiek… Trzeba zaraz do szpitala… Już na niebie się zapala mała gwiazdka. W nocy czarnej mknie SAMOLOT SANITARNY. – A to co takiego, powiedz? – Ta maszyna to ŚMIGŁOWIEC. Duże śmigło ma u góry, wkręca się nim prosto w chmury. Jest podobny do owada i jak owad wszędzie siada. Nim usłyszysz huk silnika, już na skraju nieba znika. I nie zdążysz podnieść głowy, a SAMOLOT ODRZUTOWY całkiem przepadł, wleciał w błękit. Taki jest okropnie prędki.

Źródło: Z. Przyrowski „Samoloty” [w:] C. Żmihorska, „Kolorowy świat. Wiersze i proza dla dzieci”, Nasza Księgarnia, Warszawa 1968, s. 152

 

 

ZAGADKI

Pszczoły
Co to są za panie? Mają w paski ubranie, Mają dużo roboty, bo robią miód złoty.

Zwierzęta lasów i łąk
Kret
Ma bardzo małe oczki – nie widzi prawie wcale, ale w ciemnych tunelach, pod ziemią, w aksamitnym futrze rusza się doskonale.

Mrówka
Kręcę się i pracuję, kopiec z igieł buduję. Dźwigam igły jak bale, nie narzekam wcale.

Bocian
Czerwone nogi i białe piórka, przed nim do wody żaby dają nurka.

Motyle
Tu cytrynek, tam paź królowej, wszędzie piękne, kolorowe. Lekko unoszą się nad łąką, gdy tylko zaświeci słonko.

Żaba
Skaczą po łące, pływają w wodzie. Z bocianem żyją w ciągłej niezgodzie.

Źródło: A. Ożyńska-Zborowska „Antologia literatury dla najmłodszych”, Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 2002, s. 289–291

PIOSENKI „BIEDRONKA”sł. i muz Barbara Tartanus

1. Biedronka czarne kropki ma, malutkie nóżki, skrzydła dwa.
Ref.: Aha! Aha! Biedronkę każde dziecko zna! Aha! Aha! Biedronkę każdy zna!
2. Na łące wszystkie muszki zna i z wiatrem w berka często gra.
Ref.: Aha! Aha! Biedronkę każde dziecko zna!…
3. Podziwia z góry cały świat, zielony listek, żółty kwiat.
Ref.: Aha! Aha! Biedronkę każde dziecko zna!…

 

 

OGŁOSZENIA

NR 1
Drodzy Rodzice w środę 23 czerwca planujemy wyjazd do Teatru Małego w Tychach, na przedstawienie „Cyrkowy świat zwierząt”. Prosimy do wtorku 8 czerwca o informację kto z Państwa wyraża zgodę na wyjazd dziecka ponieważ musimy zamówić bilety a potem pokryć ich koszty. Prosimy również o informację o ewentualnych problemach dziecka związanych z chorobą lokomocyjną.

NR 2
Drodzy Rodzice Nasze przedszkole przystąpiło do programu dwujęzyczności. Nasza grupa weźmie udział w zajęciu pokazowym prowadzonym przez panią Maję Wrzos (metodyk języka angielskiego). Zajęcie odbędzie się 9.VI.2021 Środa o godz 9.30 Ze względu na wczesną godzinę zajęcia prowadzonego przez metodyka prosimy o przyprowadzenie dzieci, tak by mogły zjeść śniadanie. W tym dniu śniadanie o 8.30

Pozdrawiamy Renata Zoruk Danuta Balicka







motylek

W tym tygodniu na religii:

motylek

W tym tygodniu na języku angielskim:

“The itsy bitsy spider crawled up the water spout.
Down came the rain, and washed the spider out.
Out came the sun, and dried up all the rain,
and the itsy bitsy spider went up the spout again”

motylek